Bad Mommy. Zła Mama – recenzja

Autor: Tarryn Fisher
Wydawnictwo: SQN
Tematyka: Thriller psychologiczny

     Choć trochę inaczej zaplanowałam sobie grafik publikowania recenzji, nie byłam w stanie się powstrzymać i nie napisać o tej książce już teraz. Pochłonęłam ją w jeden wieczór; tak, jest to jedna z tych książek, o których myślisz sobie "no, przeczytam z pięć rozdziałów i kładę się spać", po czym... kończysz czytać ją całą o trzeciej w nocy.

     "Jolene i Darius Avery są szczęśliwą parą i rodzicami kilkuletniej Mercy. Pewnego dnia do sąsiedniego domu wprowadza się tajemnicza Fig. Szybko zaskarbia sobie sympatię młodego małżeństwa i staje się powierniczką Jolene.
     Z czasem zachowanie Fig zaczyna być coraz bardziej niepokojące - kobieta gromadzi w domu rzeczy identyczne jak u przyjaciółki, kupuje takie same ubrania, a na Instagramie publikuje zdjęcia Dariusa. Czy prawdziwym obiektem jej zainteresowania jest Jolene, jej przystojny mąż, czy mała Mercy? A może chciałaby mieć ich wszystkich?"

     Ta książka była moim pierwszym spotkaniem z Tarryn Fisher - pierwszym, ale na pewno nie ostatnim! Autorka zachwyciła mnie m.in. swoim stylem, ale przede wszystkim tym, jak zarysowała psychikę bohaterów. Są to tak barwne postacie, głębokie, że nie trudno w nie uwierzyć.
     Książka została podzielona na trzy części narracji; pierwsza z perspektywy Fig, druga Dariusa i trzecia Jolene. To, jak diametralnie moje opinie o danym bohaterze zmieniały się ze względu na to,  z czyjej perspektywy historia jest opowiadana, jest czymś niesamowitym! A w połączeniu dają nam jasny i przejrzysty obraz tego, kim tak naprawdę ci ludzie są. Wszystkie zagmatwane relacje między bohaterami, intrygi, wszystkie starannie ukrywane kłamstwa i tworzone wymówki nabierały zupełnie innego światła, gdy opowiadał je ktoś inny. Fascynującym było oglądanie krok po kroku jak ich udawane życia się rozpadają. Ogromnie podobało mi się, że mogliśmy zajrzeć do głowy tym bohaterom i zobaczyć z pierwszej ręki, jakimi niektórzy z nich są degeneratami.
     "Bad mommy. Zła mama" nie dość, że zaciekawia  i wciąga niesamowicie, to jeszcze wzbudza wiele emocji. Na współczuciu zaczynając, a na totalnej pogardzie kończąc. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy zdarzyło mi się wstać i przejść po mieszkaniu by przetrawić to, co właśnie przeczytałam. Opowiedziana historia jednocześnie wydaje się być surrealistyczna i całkowicie wiarygodna. Myślicie sobie, że to nie możliwe? A jednak! Tarryn Fisher udało się stworzyć coś naprawdę niebanalnego. Chyba jedyną wadą książki jest to, że nie było w niej jakiegoś wielkiego zwrotu akcji. Gdy do pewnych wydarzeń doszło, można było domyślić się, jakie będą one miały konsekwencje. Zupełnie jednak mi to nie przeszkadzało, wciąż siedziałam zaciekawiona i czytałam, a po skończeniu lektury prawie godzinę nie mogłam zasnąć, starając się pozbierać myśli. Ba! Wciąż mam problem by wyrazić wszystko to, co chcę. Bez zdradzania zbyt wielu elementów fabuły ciężko jest cokolwiek powiedzieć o tej książce! I jeszcze to oczko puszczone do czytelnika, na samym końcu książki, w ostatnim zdaniu... kocham.

     "Bad mommy. Zła mama" na długo zostanie w mojej pamięci, coś czuję też, że nie raz jeszcze do niej powrócę. Z czystym sumieniem mogę polecić ją każdemu, nie tylko fanom psychologicznych thrillerów - dla nich to zaś pozycja obowiązkowa.



A może Wy już tę książkę przeczytaliście? Jeśli tak, jak się podobała? A jeśli nie... Zamierzacie? Dajcie znać w komentarzach! :D
Pozdrawiam i do następnej

~Paula

PS. Po ciekawe (mam nadzieję) zdjęcia książek zapraszam na mojego instagrama! :D

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...