Pragnienie – recenzja

Autor: Carrie Jones
Wydawnictwo: Bukowy Las
Tematyka: Fantastyka

     Dzisiaj przychodzę do was z recenzją najgorszej książki z jaką do tej pory przyszło mi się zetknąć... Czytałam ją do końca tylko dlatego, żeby móc ją dzisiaj wysmarować i pokazać wam te wszystkie absurdy. Post ten podzielony zostanie na dwie części - jedną krótszą, bez spojlerów, bardziej dla tych, którzy tylko ogółem chcieliby się dowiedzieć dlaczego książka jest zła, oraz drugą - w której powstawiam fragmenty z książki i głębiej poopowiadam dlaczego mi się książka nie podobała tak bardzo (zachęcam do przeczytania całej recenzji, niczego nie stracicie). Ale po kolei!
     "Pragnienie" opowiada o siedemnastoletniej Zarze, która fobie kolekcjonuje tak, jak inne nastolatki znajomych na facebook'u. Powtarza ich nazwy, gdy się czegoś boi, a ostatnio zdarza jej się to coraz częściej. Po śmierci ojca (ojczyma) Zary, dziewczyna zostaje przez mamę wysłana do Maine, aby zamieszkała tam z babcią. Ma tu dojść do siebie, jednak w tym na pozór nudnym, sennym miasteczku dziewczynę prześladuje pewien mężczyzna. Kiedy znika, pozostaje po nim tylko złoty pył... W okolicznych lasach czai się coś dziwnego, nieludzkiego, coś z czym Zara będzie musiała się zmierzyć.
     Zacznijmy może od pozytywów. Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki autorka zatytułowała rozdziały, a mianowicie nazwy fobii, akurat odpowiadające temu, co w danym rozdziale będzie się działo. Nie powiem, oryginalne. I... na tym to się kończy. Naprawdę, nie przesadzam! Bardzo starałam się szukać pozytywów w tej książce, ale nic nie ma. Ani to bohaterowie ciekawi, za grosz oryginalności... Zaledwie pięćdziesiąt stron (naprawdę 50, sprawdzałam) a już schemat goni schemat. Cała fabuła jest tak przewidywalna, że już po tych właśnie pięćdziesięciu stronach, gdy jeszcze tak naprawdę nic się nie zdążyło rozkręcić, odgadłam kto będzie kim. Zara, jako nowa uczennica w szkole, od razu staje się obiektem zainteresowania wszystkich. Mamy tu OCZYWIŚCIE dwóch najfajniejszych w szkole chłopców, tę złą najpopularniejszą nastolatkę - Megan - oraz dwoje innych bohaterów, z którymi nasza protagonistka się zaprzyjaźni. Tą dwójką szczęśliwców są Devyn i Issie. Poza tym, że Issie wydaje się jakaś lekko opętana, są chyba najbardziej znośnymi postaciami w tej książce (nie zrozumcie mnie źle, oni też są okropni, po prostu ciut mniej niż reszta). Chociaż nie, całkiem spoko jest Betty, babcia Zary. Ale niestety tylko ona. Co do Megan... Jest ona typową - tak typową jak tylko się da (czyt. popularna, wredna, modnisia i wszystkie te cechy, które możemy znaleźć w słabych fanfiction i wielu innych oklepanych opowiadaniach czy książkach) - tą złą damską postacią, która nienawidzi bohaterki za... Głównie za to, że jest. Tak po prostu, od pierwszego wejrzenia. Plus OCZYWIŚCIE kocha się w Nicku (z tego co mówi nam Issie i Devyn). No i OCZYWIŚCIE ma swoją typową klikę, która OCZYWIŚCIE składa się z samych wypranych z mózgu blondynek. Powiem więcej, jej nazwisko to Crowley - jakby autorka nawet nie próbowała ukryć, że stworzyła tak typową, z góry kazaną na bycie tą "zUą", postać... No i Nick, oczywiście... Typowy "tró loff" bohaterki - już od pierwszego wejrzenia. A wraz z nim Ian i to typowe dla słabych książek przekłócanie się między nimi, że to on jest najlepszy, tamten drugi to jest taki zły i niefajny, i w ogóle to powinna się trzymać od niego z daleka... Czyli bohaterka OCZYWIŚCIE będzie miała problem, którego z tych absztyfikantów wybrać. A oboje z charakteru są takimi amebami, że naprawdę, aż czytelnika boli... Cała ta książka boli...
     O głównej bohaterce to aż szkoda mówić... Jest niesamowicie głupia i irytująca! Emo pacyfistka, która na lodzie i grubej warstwie śniegu nosi obcasy, nie rozumie stwierdzenia "ofiara z krwi"... Tak ciężko się domyślić, naprawdę? Jest więcej takich, a właściwie to nawet bardziej oczywistych, rzeczy, których bohaterka nie jest w stanie pojąć (większość pokażę w drugiej części recenzji)... Dodatkowo OCZYWIŚCIE musi marudzić, że Nick jej przecież nie zechce, że nie ma u niego szans... A jak ten rozmawia z Megan to jest wielce oburzona, no bo no jak on może z nią rozmawiać!? Na samym początku Zara zachowuje się jak Bella po stracie Edwarda, nic tylko egzystuje i biadoli, jakie to życie jest złe, jak biedna nie pomogła ojcu (co z tego, że miał zawał i ciężko byłoby jej cokolwiek zrobić) itd... Ożywa dopiero po poznaniu Nicka (oczywiście), który (oczywiście) mimo że jej nie zna, chce ją chronić. Tyle razy liczyłam na to, że zajmie się nią selekcja naturalna (bo wystawiła "los" na próbę nie raz), niestety...
     Wątek romantyczny jest tak żenujący i beznadziejny, że aż nie potrafię zebrać myśli co do niego... Miał być OCZYWIŚCIE trójkąt miłosny, ale on też coś autorce nie wyszedł (na szczęście...).
     A tak z innej beczki, ludzie w tym miasteczku mają jakiś dziwny fetysz łapania innych za łokcie... Przez pierwsze sto stron nic, tylko co chwilę łapali się wszyscy za łokcie. A przez ostatnie sto stron co chwilę przewija nam się iskra, która strzeliła w kominku, na co bohaterka zawsze ma tę samą reakcję; podskakuje ze strachu. Rozumiem jeden, dwa razy... Ale tego było chyba z dwadzieścia. Naprawdę autorko, naprawdę? Same dialogi zresztą są jakieś nienaturalne, czasem sztywne i widać w nich brak inteligencji bohaterów, szczególnie Zary.
     Oryginalność książki, a właściwie jej brak, dobija mnie niesamowicie... Jest to niemalże jak powtórka ze "Zmierzchu", tylko tysiąc razy gorsza. ("Zmierzch" i sparklące wampiry, tutaj piksy pozostawiające po sobie błyszczący, złoty pył... Kill me. ;__;) Przy tej książce "Zmierzch" jest arcydziełem, a porównując z Zarą, Bella powinna dostać Nobla. Podobieństwa (pokażę je w drugiej części) możemy znaleźć tu nie tylko do sagi Stephenie Meyer, ale także "Pamiętników Wampirów", kilku książek Stephena Kinga, oraz, jak dowiedziałam się od innej czytelniczki, "Królowej lata" (której sama nie czytałam), a także kilku innych... Innymi słowy, zlepek pomysłów z książek, które odniosły sukces, by samemu wybić się na aktualnej fali. Niestety to za mało by podbić serca czytelników... Albo by stworzyć dobrą książkę. To, jak bardzo przewidywalna i schematyczna była, nie mieści się w skali przewidywalności. Już na początku założyłam kto kim będzie, co się wydarzy i - o zaskoczenie (nie) - tak było... Bohaterka za to nie potrafiła domyślić się niczego (nawet po tym, jak zostawiając w salonie właśnie znalezionego ogromnego psa, po powrocie zastała swojego nagiego kolegę - dodam, iż już słyszała o zmiennokształtnych itd. i zaczynała w to wszystko wierzyć. Hmm... Zastanawiam się, czym też on może być? A piesek, no na pewno poszedł na górę!).
     Zakończenie jest tak głupie i beznadziejne, że przez moment zaczęłam się zastanawiać czy ta książka to nie jest może jakiś żart, eksperyment społeczny mający na celu sprawdzić, ile bzdur przeciętny książkoholik potrafi wytrzymać, zanim w końcu się złamie. Czekałam, aż nagle na kolejnej stronie pojawi się napis "JUST A PRANK BRO!" lub wykrzyczy to ktoś, wyskakując zza rogu. Niestety nic takiego się nie stało...
    Nie dziwię się, że Stephen King postanowił tę książkę rekomendować, jest to dla niego jedna wielka reklama. Co chwilę mamy wzmianki o nim i jego powieściach, jak to się Zara w nich zaczytuje, jak to jej ojciec je uwielbiał, a niektóre tytuły co chwilę są wspominane. Szkoda tylko, że Mistrz Grozy nie przeczytał tego... dzieła... zanim jego nazwisko zaczęło je promować, coś czuję szybko zmienił by zdanie.
     Lektura jest żenująca, czytając nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać (oczywiście nie w tym pozytywnym aspekcie), więc przez większość czasu po prostu się denerwowałam. Mam też kilka zastrzeżeń do tłumaczenia, bo niektóre zdania skonstruowane są tak, że nie mają sensu.
A jak czytam te różne cytaty;
"Mroczna opowieść w stylu Stephena Kinga połączona z paranormalnym romansem, na który czekają nastolatki."
albo
"Gdyby poprosić Stephena Kinga i Stephenie Meyer o napisanie wspólnej powieści, z pewnością powstałoby coś zbliżonego do Pragnienia."
to aż rzygać mi się chce... ;__;
A dwa ostatnie cytaty z okładki, mówiące o inteligentnej bohaterce, ekscytującej podróży, jednej z najlepszych książek fantasy, rozbawiły mnie niesamowicie! XDDDD No chyba nie. -_-

     W każdym razie - zdecydowanie bardzo NIE polecam. Z każdą stroną robi się coraz gorzej, nonsens ciągnie nonsens, przewidywalność, schematyczność i podobieństwa ze "Zmierzchem" wzrastają, tak jak i poziom zirytowania czytelnika. Naprawdę nie rozumiem, jak można taki chłam wydawać... Tyle dobrych książek czeka na wydanie, tyle świetnych książek czeka na przetłumaczenie... Ale nie, po co. Tak żałuję, że wydałam na "Pragnienie" te siedem złotych... Nawet okładka jest beznadziejnie wykonana - złoty kolor pokrywający tytuł niemal natychmiast się starł (a ja o książki dbam bardziej niż o ludzi) i teraz zostały jedynie wypukłe, słabo widoczne literki.


      Teraz serdecznie zapraszam na drugą część postu - mimo spojlerów. Mam nadzieję, że po samą książkę nikt nie sięgnie, więc zachęcam do przeczytania reszty, by wiedzieć o co mi dokładnie chodzi. Aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć tutaj → Część 2.
(Zachęcam również do zostawienia komentarza pod recenzją :3)

Trylogia:
1. "Pragnienie"
2. "Zniewolenie"
3. "Oczarowanie"

"Giną ludzie, zwierzęta, trawa"
Tym pozytywnym akcentem (również cytatem z "Pragnienia") zakończmy naszą przygodę z tą książką.
Pozdrawiam i do następnej!

~Paula:*

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...